Rozdział 1


Poranki wydawały się dłuższe niż by chciała. Zawsze po wstaniu czekała na nią kąpiel, ubrania, makijaż, śniadanie i przygotowanie do pierwszych lekcji. Cała ta farsa dłużyła się niesamowicie. Nic więc dziwnego, że zdarzało jej się przysnąć w wannie, czy kompletnie odciąć, gdy była ubierana i malowana. Przy śniadaniu natomiast zawsze, niezależnie od humoru musiała mieć czysty umysł. Ojciec i matka wymagali bowiem od niej udziału w ich dyskusjach dotyczących głównie polityki i ekonomii. Niestety, ona nie była zwolenniczką ani jednego, ani drugiego, więc rodzina już dawno postawiła kreskę na rozpieszczonej księżniczce, której jedynym życiowym celem było zostanie żoną któregoś z książąt w sąsiednich krajach, aby wzmocnić więzi między państwami. Ten dzień nie miał być inny. Gdy tylko do jej oczu dotarły promienie słońca, nie mogła powstrzymać jęku niezadowolenia. Przekręciła się na drugi bok, błagając niemo o litość jedynie sobie znanych bogów. Nic jednak z tego, kołdra została z niej zdarta w sposób okrutny, a stojąca nad nią dwórka wydawała się bezwzględna, szturchając młodą kobietę za ramię.

— Księżniczko Avalynn, proszę cię… Król będzie bardzo niepocieszony jeśli ponownie spóźnisz się na posiłek — powiedziała miękkim głosem, delikatnie szturchając ramię Avalynn z rodu Gatagri. Ta jednak ani myślała się ruszyć.

— Daj mi spokój Casdy. Powiedz rodzicom, że jestem chora. Ani myślę wyjść dziś z łóżka.

Dziewczyna przykryła głowę poduszką, nie zważając na chłód, który powoli opatulał całe jej ciało. Przedłużała nieuniknione. Wiedziała o tym, jednak nie miała zamiaru tak łatwo odpuszczać. Cisza, która zapanowała w pokoju, wydawała się jej jednak na tyle dziwna i niespotykana, że pomimo niechęci uniosła w końcu głowę, wyciągając ją spod poduszki. Casdy dalej stała przy łóżku, wyprostowana i wlepiająca parę zielonych oczu w córkę swoich przełożonych. Jedynym co zdradzało jej irytację, były skrzyżowane ręce na wysokości piersi. Z drugiej strony twarz kobiety od zawsze była chłodna, nie zdradzająca emocji. Imponowało to młodej księżniczce, której ekspresje mógł odczytać każdy, co również uważane było przez jej rodzinę za słabość. Nie mniej Avalynn nie potrafiła inaczej. Była ekspresywna, głośna i zawsze domagała się swojego. Za dziecięcych lat nie był to problem. Gdy twoimi rodzicami są król i królowa, twoje wybryki i humory są niezbyt istotne, a wszyscy wokół traktują to niczym rozrywkę. Dostajesz to co chcesz i kiedy chcesz, kiedy jednak rośniesz, zamiast rozczulonych spojrzeń czujesz na sobie jedynie te pełne irytacji i pogardy.

— Powinna księżniczka w końcu dorosnąć. Czeka na panienkę kąpiel.

Avalynn wstała na równe nogi, przeciągając się. Casdy zarzuciła na jej ramiona szlafrok, a następnie bez słowa poprowadziła do łazienki.

Wchodząc do jadalni młoda księżniczka w niczym już nie przypominała tej rozczochranej i śpiącej dziewczyny, jaką była rano. Teraz jej kasztanowe włosy były ułożone i upięte, a ona sama wydawała się rozbudzona. Był to z całą pewnością efekt wypitej chwile wcześniej filiżanki kawy.

Zasiadła przy stole, wciąż pustym. Ani jedzenia, ani rodziców, ani tym bardziej młodszego brata. Zegar za nią wskazywał ósmą. Spóźniali się, chociaż to ona z tego słynęła. Stojąca za nią Casdy również wydawała się zaniepokojona, co wcale nie uspokajało młodej księżniczki.

Czas mijał w ciszy. Avalynn zdążyła pięć razy policzyć liczbę kryształów na żyrandolu, za każdym razem otrzymując inny wynik. Za oknem również widok był niezachęcający. Jadalnia położona była od strony ogrodu, po którym mogła poruszać się służba i członkowie rodziny królewskiej z gośćmi. Jedyną atrakcją dla Avy było szukanie nowych gatunków roślin. Od lat jednak nic w tym miejscu się nie zmieniało. Był to efekt statyczności jej matki, która wolała sprawdzone rośliny, niż nowe mogące zaburzyć estetykę tego miejsca. Spojrzenie księżniczki powędrowało do altany w której również zdarzało im się jeść śniadania. Ona jednak również była pusta.

Młoda kobieta zaczęła nucić pod nosem co chwila zerkając na zegar. Powoli również robiła się głodna, co nie sprzyjało w żadnym wypadku jej humorowi. Za niecałą godzinę miała zacząć kolejną dawkę zajęć. Tego dnia miała zagłębić się w relacje między jej krajem, a krajami sąsiednimi. Polityka, której wprost nienawidziła. Była księżniczką, przyszłą królową w obcym państwie i matką przyszłych królów. Nie w głowie były jej nauka. Swój czas wolny wolała poświęcać przyjęciom, zakupom i książkom.

Z nudów zaczęła również skubać koronkowy rękaw swojej sukni w odcieniu bladego różu.

— Księżniczko, zniszczy panienka suknię.

— Więc kupię nową. Tych różowych mam w bród.

Casdy zacisnęła mocniej różowe, wąskie usta, które niemal zniknęły, przykryte bladą skórą. Zielone oczy skierowała na biały, zdobiony sufit. Drzwi otworzyły się, zwracając tym samym uwagę obu kobiet. Do jadalni wkroczył młodszy brat księżniczki. Chłopiec był drobny, w końcu miał zaledwie dwanaście lat.

W przeciwieństwie do siostry interesowało go to, co mogło pomóc w panowaniu nad krajem w przyszłości. Relacje międzynarodowe, gospodarka, militaria. Nie w smak były mu natomiast przyjęcia pomimo młodego wieku. Jednak nie tylko w kwestii zainteresowań różnił się od siostry. Włosy miał kręcone w odcieniu mysiego blondu, twarz okrągłą i zadarty nos. Jedyne co ich łączyło to duże, okrągłe oczy koloru deszczowego nieba.

— Ojciec chce cię widzieć — rzucił na wstępie. Nie czekając na odpowiedź siostry wyszedł z pomieszczenia.

Avalynn jęknęła przeciągle, jednak uniosła się z krzesła. Spojrzała na swoją dwórkę, która czekała na następny ruch swojej pani. Księżniczka nie zwlekając ruszyła do drzwi, a stamtąd prostą drogą do gabinetu jej ojca. Poza parą swoich szpilek, słyszała również te należące do Casdy. Nie potrzebowała więcej dwórek. Chociaż kobieta za nią nie zdradzała emocji, była wiernym kompanem. Nie interesowało jej plotkowanie o rodzinie królewskiej, czy rozgłaszanie wad młodej księżniczki. Była pasywna w swoim jestestwie i starała się nie rzucać w oczy. Była tym czego błyszcząca wśród ludzi Ava oczekiwała. To ona była gwiazdą poranków, południ, popołudni, wieczorów i nocy.

Nie pukała do gabinetu. Nie musiała, gdyż drzwi były otwarte. Za nimi, choć jej nikt nie widział, ona zauważyła głównego generała ich wojska i kilku znanych polityków. Trwała narada, a jej nie podobało się to bardziej, niżeli by chciała przyznać. Mimo to, weszła do środka, cicho pukając. Wzroki wszystkich skupiły się na niej, a ona miała nadzieję, że wygląda wystarczająco znośnie.

— Dobrze, że jesteś Avalynn.

— Czego ode mnie oczekujesz ojcze?

Mężczyzna siedział w ciszy. Król był nieatrakcyjny i niski, chociaż mogła być to kwestia podeszłego wieku, w końcu władca miał jedynie troje dzieci i zapewne gdyby nie śmierć pierworodnego syna na froncie, Avalynn nigdy by nie żyła. Gdyby natomiast ona nie okazała się fatalną potencjalną kandydatką do objęcia tronu, nigdy nie ujrzałby świata jej brat.

Król miał mocno ponad 70 lat, jednak nie przeszkadzało mu to w zamążpójściu z młodszą o wiele matką Avalynn w celu spłodzenia następcy, gdy jego pierwszy i w tamtych czasach jedyny dziedzic leżał zakopany kilkadziesiąt metrów pod ziemią w grupowej mogile na terenie innego państwa, które najechali. Była więc tylko jedna rzecz, której Ava bała się w swoim przyszłym zaaranżowanym ślubie. Zostania wydaną za starego mężczyznę w celu urodzenia mu dziecka i potencjalnego dziedzica.

— Będę z tobą szczery, wyjdziesz niedługo za mąż. Kraj Nephis zbiera swoje siły na granicy. Musimy więc się zbroić i potrzebujemy pomocy od któregokolwiek z naszych sojuszników. Aby umocnić sojusz potrzebujemy małżeństwa jak najszybciej.

— Jakich mamy kandydatów? — zapytała księżniczka wchodząc głębiej do pomieszczenia. Zajęła miejsce na jednej z kanap, które odstąpił jej jeden z polityków. Czuła się pewniej, gdy czuła obecność swojej dwórki za plecami.

— Książąt z Diorwany oraz Etade — odparł jeden z polityków stojący przy stole z mapą świata. Avalynn od razu w oczy rzuciły się figury na niej. Nie była strategiem, ani tym bardziej politykiem, jednak od razu w oczy rzuciła jej się rażąca różnica między liczbą figurek po prawej stronie, a po lewej. Nie mieli szans na obronę.

— Diowana jest dobrym krajem do podjęcia małżeństwa — zarzucił główny generał rozkładając kolejne figury.

— Niekoniecznie. Cesarz tam ma cały harem kobiet, które co chwila rodzą dzieci. Konkurencja do trony jest wielka, a intrygi brutalne. Jeśli książe zostanie zabity lub podejmie inną księżniczkę jesteśmy skończeni.

— W Etade natomiast nie mamy co liczyć na ślub z pierwszej ręki. Nie wyznają aranżowanych małżeństw bez miłości. Księżniczka musiałaby tam zostać wysłana jako narzeczona, a nie mamy czasu na takie zabawy.

— Co wolisz ty, Avalynn? — zapytał ojciec przerywając kłótnie. Patrzył na dziewczynę okiem spokojnym, neutralnym. Oczekiwał odpowiedzi dyplomatycznej i o politycznym ubarwieniu. Nie spodziewał się jednak takiej otrzymać, a dziewczyna nie miała zamiaru mu jej dać.

— Ile mają lat? Jak wyglądają ci książęta?

— Naprawdę wasza wysokość ma zamiar dać wybór księżniczce? Przecież to jak samemu założyć pętle na szyję i zeskoczyć z krzesła — pieklił się polityk, który wcześniej ustąpił miejsce młodej kobiecie. Król jednak uciszył go gestem ręki i wskazując innego, nakazał mu mówić.

— Książe Diowany jest mężczyzną w średnim wieku. W przeciwieństwie do ojca nie posiada haremu, jednak chodzą plotki iż jest impotentem. Nawet jeśli, w tym wypadku małżeństwo nie musi zostać skonsumowane. Podobno jest również niezwykle przystojny i łaskawy.

— Dalej. — Twarz młodej dziewczyny wykrzywiła się w wyraz niezadowolenia. “Średni wiek” w słowniku doradców często był nadużywany w stosunku do osób starszych niż w rzeczywistości termin ten miał oznaczać. I o ile ślub z trzydziestoletnim mężczyzną, zniosłaby, tak ponad czterdziestopięcioletni i starszy, był dla niej zwyczajnie obrzydliwy.

— Książe Etade jest młodym i niedoświadczonym mężczyzną. Rzekomo również niezwykle przystojnym. Mogę obiecać księżniczce, że jest to onieśmielający młodzieniec. Jednak do tej pory jego rodzina odrzucała potencjalne kandydatki. Obawiam się, że w tym wypadku również może się to stać.

— Jest jeszcze książe Iaxras.

— Generale — upomniał mężczyznę król, ten jednak kontynuował.

— Dwudziestotrzyletni chłopak. Kilkukrotnie starał się o twoją rękę, nie chcąc być wydany za dziecko bądź starą kobietę. Jesteś jedyną księżniczką w jego wieku i w przeciwieństwie do księcia Diowany nie jest otyłym wieprzem, ani wątłym młodzieńcem jak książe Etade. Mamy również pewność, że jego rodzina nas nie odrzuci.

Avalynn zerkała to na króla, to na generała. Władca choć milczał swoje spojrzenie kierował w plecy mężczyzny, a gdyby to mogło zabijać, z całą pewnością generał padłby trupem, prosto na stół. Dziewczyna wstała nieoczekiwanie podchodząc do stołu i zrozumiała, dlaczego trzeci kandydat nie był wymieniony wcześniej. Armie Diowany oraz Etade były znacznie liczniejsze. Armia Iaxras była zdecydowanie skromniejsza.

— Nie damy rady się obronić. Ich wojsko jest nieliczne.

— Mają wiele nowych technologii i świetnie wytrenowanych żołnierzy. Liczy się jakość a nie ilość. Ich jeden człowiek jest wartości dziesięciu naszych.

— Nie wyślę córki do kraju, który odebrał mi syna. — Zagrzmiał władca uderzając dłonią w stół.

Dla Avalynn odpowiedź była jednak prosta. Na wstępie skreśliła Diowane. Etade z kolei nie wydawało jej się opcją do rozważania. Nie kiedy pojawił się Iaxras. Naród, który jej ojciec próbował podbić, a który zmiażdżył ich i odebrał przyszłego władcę. Jej brata, którego nie dane było jej poznać i nie byłoby dane, nawet jeśli by przeżył.

— Generale, ręczy pan za ich armię?

— Avalynn. — warknął król gniewnie.

— Z całą pewnością księżniczko. Nigdy nie była liczna, bo służba wojskowa w tym kraju jest na najwyższym poziomie. Wymaga od kandydatów ogromnego zaangażowania, siły i wytrzymałości.

— A ich książe jest przystojny?

— Gwarantuje to księżniczce. To wojownik, który wychował się z żołnierzami. Hardy duchem.

— Avalynn zastanów się raz jeszcze.

— Nie, ojcze — przerwała mu. — Powiedziałeś, że mogę wybrać, więc wybrałam.

Starzec milczał długo, siedział skulony w fotelu, próbując nie okazywać więcej gniewu. Kiedy jednak się odezwał, jego głos był lodowaty, a ton pełen wyrzutu i rozczarowania, chcący wywołać w młodej kobiecie wyrzuty sumienia. Na próżno, od lat korzystał z tej techniki na córce, która z czasem przestała zwracać uwagę na szantaże ojca.

— Jeszcze w tym tygodniu opuścisz nasz kraj. Możesz odejść.

Wstała, ukłoniła się, a następnie ruszyła w stronę wyjścia. W jej ślady poszła dwórka. Zamknęły za sobą drzwi, za którymi stał oparty o ścianę młody książe. Uniósł swój wzrok na siostrę. Oczy miał zaczerwienione i opuchnięte, jednak łzy wytarł wierzchem rękawa, zanim wyszły na korytarz. Liczył, z pewnością, że nie widać po nim emocji. Te jednak były do odgadnienia przynajmniej raz.

— Idziesz na śniadanie Sariel? Zaraz padnę z głodu — zagaiła księżniczka. Chłopiec jedynie skinął głową i skierował kroki ku jadalni. — Gdzie podziała się matka?

— Jest w drodze do Imbrosii razem z częścią polityków.

— Od kiedy wiemy, że Nephis chce zaatakować?

— Od wczoraj w nocy. Ojciec od razu zwołał zebranie. Wszyscy od nocy siedzą w tym gabinecie i ślęczą nad mapą rozważając różne opcje. Pewnie by sobie poradzili bez wysyłania cię do Iaxras. Może to przemyślisz i pogadasz z ojcem Avalynn? Nie musisz wyjeżdżać, przecież poradzimy sobie bez pomocy. Wiesz, czytam dużo o militariach, więc jestem przekonany-

— Sari, ojciec się nie zgodzi. Nie znam się na tych całych waszych militariach, ani nawet na polityce. Nie wiem jak wyglądają rodziny królewskie z krajów innych niż Imbrosia. Ale jeśli główny generał nie widzi innej opcji, nie mam wyboru. Z resztą. Nie mogę się doczekać wyrwania się stąd. W końcu nie będę musiała wstawać rano by uczyć się o polityce i ekonomii. Będę mogła się poświęcić całkowicie nadwornemu życiu. To dobra opcja dla mnie.

Obraz chłopca spochmurniał jeszcze bardziej. Avalynn poczochrała jego starannie ułożone włosy, co kompletnie zmieniło jego nastrój. Był zirytowany i spiorunował siostrę wzrokiem. Ten obraz bardziej pasował młodej kobiecie. Sariel był dobrym dzieckiem. Posłuszny rodzicom i kochany przez wszystkich. Gdy odkryto, że jest prawdziwym talentem w kwestiach politycznych, była o niego zazdrosna. Miał to, czego ona pragnęła. Uwagę rodziców i ich dumę. Z czasem zauważyła, że nie była to wina chłopca, jednak dystans dalej pozostał. Nie umiała jednak zignorować jego złego samopoczucia. Był jej bratem i kochała go, w przeciwieństwie do ojca, którego nienawidziła i dla którego też wybrała kraj w którym żyli mordercy jego syna i jej starszego brata.


Lekcje dłużyły jej się bardziej niż zwykle. Nauczyciele zostali poinformowani o zaaranżowanym małżeństwie i niedługiej przeprowadzce księżniczki, toteż godzinami rozprawiali o Iaxras. O ich kulturze, położeniu, rodowodzie władców, powiązaniach między krajami. Ją jednak interesowało ostatnie dwadzieścia lat. I nie była zdziwiona tym iż ich relacje były więcej niż chłodne. Kartia, jej ojczyzna, zaatakowała Iaxras w celu pozyskania ziemi bogatej w zasoby. Było to jednak bezskuteczne i wojna zakończyła się po zaledwie dwóch latach. Jej ojczyzna została zmiażdżona, a straty ogromne i większe niż szacowano. W ostatniej bitwie dowodził jej brat. Dwudziestoośmioletni książe Nidrial, który był utalentowanym dowódcą i strategiem. Nie był jednak na tyle mądry, aby nie napadać na państwo, którego militarna siła jest znana na całym świecie. Avalynn dziwiła się nienawiści ojca do sąsiedniego kraju. Być może stracił syna, jednak władca Iaxras był łaskawy na tyle, by nie odbierać ziem należących do Kartii, a była to łaska większa niż faktycznie jej ojczyzna zasługiwała.

Teraz leżała w łóżku spoglądając za okno. Gwiazdy migotały, a ona nie mogła poznać żadnej z nich. Nigdy nie interesowała się astrologią, a jednak było w tych jasnych punktach na niebie coś niesamowitego. Od jasnowidza, który często odwiedzał jej ojca, słyszała, że gwiazdy są duszami zmarłych, którzy w swoim życiu osiągnęli coś niesamowitego. Dziewczyna jednak nie była w stanie w to uwierzyć. Gwiazd były miliardy, a ludzi którzy coś osiągnęli, nawet w jej własnym kraju mogła policzyć na palcach jednej ręki. Szarlatan (bo tak nazywała jasnowidza księżniczka) często przychodząc do jej ojca, prawił również o reinkarnacji, przeżywaniu swojego życia ponownie po śmierci, gdy się czegoś żałowało. Mówił to jedynie po to, aby poprawić nastrój króla po stracie syna. Avalynn była pewna, że ojciec kochał tylko jego i jego matkę. Ona, jej brat i matka byli jedynie pionkami na planszy i niczym więcej. Wysoko postawiona szlachcianka z Imrosii wydana za starego wygę, którego żona zmarła na gruźlicę, a syn został zamordowany, tylko po to, aby urodziła mu dzieci. Nie była to miłość, a wykonanie obowiązku. Tak właśnie powstała ona. Księżniczka bez talentu, przez którą matka ponownie musiała przeżywać piekło ciąży i porodu. Drugie dziecko było natomiast idealne. Więc również matka swoją uwagę skupiła na chłopcu. Księżniczce natomiast pozostała służba i jedna lojalna dwórka.

Wstała z posłania, odrzucając kołdrę na bok. Przeszła bosymi stopami po zimnej drewnianej podłodze wprost do okna za którym poza gwiazdami widziała również miasto, delikatnie oświetlone latarniami i świecami w domach. Nie umiała wyobrazić sobie swojego kraju pod okupacją. W stanie wojny, która niechybnie nadchodziła. Otworzyła okno wdychając chłodne, jesienne powietrze. Zły czas na wojnę. Wiedziała to chociaż była zaledwie żółtodziobem w kwestiach militarnych. Walka zimą mogłaby być zbyt wyniszczająca dla obu stron konfliktu, więc Nephis zaczeka. A oni musieli być gotowi.


Komentarze